niedziela, 5 kwietnia 2026

W labiryncie nieprzeczytanych historii...

Bardzo często zaglądam do księgarń tylko po to, aby popatrzeć na morze książek. Na niezliczoną ilość nieprzeczytanych i nieprzeżytych historii. Poczuć specyficzną atmosferę tajemnic kryjących się pomiędzy różnorakimi okładkami. Za każdym razem, kiedy opuszczam miejsce pełne książek wpadam w bardzo melancholijny nastrój. Zastanawiam się czy "książkoholizmu" nie powinno się jednak leczyć w jakiś sposób... ;)  Jest wiele bibliotek, mogę się zapisać i czytać ile wlezie - jeśli tylko czasu starcza. U mnie jednak istnieje jakaś wyższa potrzeba posiadania własnej, osobistej, jedynej w swoim rodzaju Biblioteki. Skonstruowanej według własnych reguł.

Zastanawiam się często, czy w dobie wszechobecnego zinformatyzowania niemal każdej dziedziny życia, Biblioteki publiczne i prywatne - za jakiś czas - nie staną się reliktem na miarę dinozaurów. W każdym domu będzie można przeczytać książkę na komputerze, telefonie, telewizorze czy innym urządzeniu elektronicznym skonstruowanym właśnie w tym celu. Chociaż przeglądając różnorakie strony poświęcone czytelnictwu i książkom, fora o tej tematyce - jeszcze zauważam przewagę entuzjastów książek papierowych. Jednak wielbicieli "elektronicznego czytelnictwa" jest coraz więcej.

Często powstają spory na tym tle - wyższość książki papierowej czy elektronicznej. Niektórzy są zdania, że lepiej czytać cokolwiek i w jakiejkolwiek formie - byle czytać. Jest w tym trochę racji, niemniej jednak - moim zdaniem - nic nie zastąpi klasycznego "konsumowania" książki w formie tradycyjnej... ;) 

Gdybym tylko mogła sobie na to pozwolić - nie odrywałabym się od książek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz